Jak powstaje fala elektromagnetyczna, skoro foton porusza się po linii prostej? Przyjmijmy, że mamy jeden foton, który leci prosto, jak kula karabinowa. To jak tam powstaje fala?
Jak powstaje fala elektromagnetyczna, skoro foton porusza się po linii prostej? Przyjmijmy, że mamy jeden foton, który leci prosto, jak kula karabinowa. To jak tam powstaje fala?
Pytanie to dotyka podstaw dualizmu korpuskularno-falowego światła. Zacznijmy od tego, że światło jest falą elektromagnetyczną, a foton minimalną „porcją energii”, jaką taka fala może przekazać. Natomiast ruch liniowy fotonu jest tak naprawdę kierunkiem propagacji. To nie foton „leci prosto”, tylko fala propaguje się liniowo w danym kierunku.
Wyjaśnijmy to po kolei, zaczynając od falowych właściwości, które znamy z innych rodzajów fal — na przykład fal na wodzie czy fal dźwiękowych, a które światło również wykazuje.
Interferencja — gdy dwie fale świetlne spotykają się, mogą się wzmacniać lub osłabiać. Klasyczny eksperyment Younga z dwiema szczelinami pokazuje charakterystyczne prążki jasne i ciemne — wzór, który może powstać wyłącznie w wyniku nakładania się fal.
Dyfrakcja — światło ugina się na krawędziach przeszkód i rozchodzi za nimi, podobnie jak fale wodne opływające przeszkody. Gdyby światło składało się z cząstek lecących po liniach prostych, takie zachowanie byłoby niemożliwe.
Polaryzacja — fala świetlna może oscylować w określonej płaszczyźnie. To dowodzi, że mamy do czynienia z falą poprzeczną, w której drgania zachodzą prostopadle do kierunku propagacji.
Zgodnie z teorią Maxwella, światło to sprzężone oscylacje pola elektrycznego i magnetycznego. Zmienne pole elektryczne indukuje pole magnetyczne, a zmienne pole magnetyczne indukuje pole elektryczne. Te dwa pola „napędzają” się nawzajem i propagują w przestrzeni — nawet w próżni, bez żadnego materialnego ośrodka.
Kierunek propagacji jest prostopadły do obu oscylujących pól. To właśnie ten kierunek nazywamy potocznie „drogą fotonu”.
I w ten sposób fizycy przez lata myśleli o świetle, jako o fali. Jednak pod koniec XIX wieku natrafili na zjawiska, których nie byli w stanie wytłumaczyć bazując na falowych właściwościach światła:
Efekt fotoelektryczny — gdy światło pada na metal, wybija z niego elektrony. Jednak energia tych elektronów zależy wyłącznie od częstotliwości światła, nie od jego natężenia. Zwiększenie jasności nie przyspiesza elektronów, tylko wybija ich więcej. Einstein wyjaśnił to w 1905 roku, przyjmując, że światło przekazuje energię w dyskretnych porcjach — kwantach. I taki kwant energii światła, czyli jeden foton, przekazuje całą swoją energię jednemu elektronowi. Elektron w metalu jest związany z jego strukturą i potrzebuje pewnej minimalnej energii, żeby w ogóle wydostać się na zewnątrz. Tę minimalną energię nazywamy pracą wyjścia — jest ona charakterystyczna dla danego materiału. Energia kinetyczna wybitego elektronu równa się energii fotonu pomniejszonej o pracę wyjścia. Jeśli foton niesie zbyt mało energii — czyli ma częstotliwość poniżej pewnego progu — elektron w ogóle nie zostanie wybity, bez względu na to, jak intensywne jest światło. Światło musi mieć więc kwantową naturę — klasyczna fala powinna stopniowo „naładować” elektron energią, aż ten w końcu się wyrwie. Tymczasem efekt zachodzi natychmiastowo albo wcale.
Efekt Comptona — fala zderzająca się z elektronem zachowuje się jak cząstka posiadająca pęd. Po zderzeniu zmienia kierunek i traci część energii — dokładnie tak, jak przewiduje mechanika zderzeń cząstek, a jak nie zachowałaby się fala.
Na tym właśnie polega dualizm falowo-korpuskularny światła: zachowuje się ono jak fala lub jak cząstka, w zależności od okoliczności. Dlatego porównanie do kuli karabinowej jest mylące, bo sugeruje obiekt o określonym położeniu i torze lotu. Tymczasem pojedynczy foton — dopóki nie zostanie zaabsorbowany — nie ma określonej pozycji. Ma rozkład prawdopodobieństwa (czyli zamiast infomacji, że w danym czasie jest w danym miejscu mamy informację o tym, jakie jest prawdopodobieństwo, że w danym czasie znajdziemy go w określonej przestrzeni), który zachowuje się falowo. Dopiero akt detekcji degeneruje funkcję falową i sprawia, że foton ma określone położenie lub prędkość.